Pierwsza część rozmowy z Kamilą Raczyńską, w sieci kojarzoną z Dobrym Ciałem, cieszyła się Waszym sporym zainteresowaniem. Dziś obiecany dalszy ciąg wywiadu. Zachęcam do czytania. I… dbania o siebie, Dziewczyny!

Na samym końcu moja rozmówczyni zdradza, co możecie robić na co dzień, by Wasze mięśnie dna miednicy były w dobrej formie.

Wspomniałaś o tym, że niektórym się wydaje, że trening mięśni dna miednicy to jest takie czary-mary. Postarajmy się rozprawić z tym mitem. Na czym polega taki trening? Jak on wygląda?

Tak naprawdę najczęściej na moich zajęciach się leży :)

Idealnie!

Trochę żartuję, a trochę nie, ale jednak gros moich klientek, to są kobiety nadmiernie spięte, które albo już to wiedzą, bo mają diagnozę np. od osteopaty czy fizjoterapeuty ginekologicznego, albo mają przeczucie, autodiagnozę, bo np. cierpią na bolesne miesiączki i/lub stosunki seksualne. Czasem po prostu wiedzą o sobie, że są całe spięte, więc pewnie „tam” też. Albo w trakcie ćwiczeń wychodzi szydło z worka. Bo na moje zajęcia przychodzą też dziewczyny, którymi kieruje ciekawość. Nagle zdają sobie sprawę, że kiedy zaczynają oddychać w relaksie czy próbować poczuć te części ciała, o których im mówię, to są w szoku, że tam jest tak wysokie napięcie!

Widzisz to czy one same, ćwicząc, mają takie odczucia? Bo jak jesteś na fitnessie i ćwiczysz przy łupanej muzyce, to masz trochę wyłączone myślenie. A tutaj…

A tutaj bardzo dużo myślisz. Tak jak wspomniałam, u mnie się głównie leży. Zajęcia zawsze zaczynam od relaksu, bo wychodzę z założenia, że gdy lecisz na zajęcia prosto z pracy i wpadasz, w ostatniej chwili, bo korki lub szef cię zatrzymał, to w zasadzie niemożliwe jest z marszu ćwiczyć obszar, którego nie widać. Jesteś kompletnie odcięta od miednicy, bo np. przez ostatnie 9h zaciskałaś pośladki w stresie lub wstrzymywałaś mocz, ponieważ tyle było roboty, że nawet nie było czasu iść do toalety. Dlatego ja najpierw relaksuję moje klientki, żeby osadziły się w swoim ciele i odetchnęły z ulgą.

Pytałaś, czy napięcie widać, czy one to same czują – i to, i to. Bardzo często widać, że kobieta kładzie się na macie z zaciśniętymi powiekami, szczękami, z barkami prawie pod uszami. I z czasem, powoli zaczyna odpuszczać. Twarz jej się wygładza. Ale klientki same też czują. Nagle się okazuje, że np. w ogóle nie potrafią oddychać głębiej niż do szczytów płuc i orientują się, że brzuch mają ciągle wciągnięty, że oddech jest płytki.

Kiedy robimy tzw. scanning ciała, to pytam ćwiczące, w jaki sposób czują ciało. Zachęcam, żeby spróbowały się na nim skupić. Później już wiedzą, kiedy są napięte, a kiedy rozluźnione i potrafią wyłapać moment napinania się będąc np. w pracy. Dużo jest ćwiczeń świadomościowych. Próbujemy w ten sposób zaangażować mięśnie dna miednicy, które są mięśniami poprzecznie prążkowanymi, czyli są zależne od naszej woli, tylko jest z nimi taki problem, że ich nie widać :)

No tak, to taka abstrakcja.

Totalna abstrakcja! Więc na zajęciach jest mnóstwo poleceń zaczynających się od: „wyobraź sobie, że…”. Pojawiają się też najdziwniejsze komendy świata, np. „wciągasz makaron spaghetti pochwą” (śmiech). To jest bardzo skuteczna komenda sprawdzona przez fizjoterapeutów; nie robię moich klientek w trąbę dając takie polecenia (śmiech). Faktycznie staramy się wywołać poczucie, że angażujemy całe krocze do pracy.

Natomiast na samym początku musimy przełamać jedną rzecz – że panie chcą robić wszystko strasznie mocno – zaciskać pośladki, przytrzymywać, cisnąć, zagryzać zęby… Podstawową trudnością jest uzmysłowienie paniom, że lepiej zrobić mniej niż więcej. To jest bardzo subtelna praca. Często na początku pojawia się frustracja.

Frustrują się, bo nie wiedzą, z czym to wszystko się je?

Albo dlatego, że nie czują.

Że nie czują, że coś robią?

Tak. Często mówią: „bardziej myślę, że to robię, niż coś czuję”. Ale na początku tak właśnie jest. Tak samo, jak się pracuje na przykład z pacjentem po wylewie. Na początku ma patrzeć na swoją rękę i wyobrażać sobie chociaż, że zgina palce dłoni.

Nasze początki są trochę śmieszne, a ja staram się prowadzić zajęcia z poczuciem humoru, bez zadęcia, tabu, bo przecież wszystkie mamy genitalia i wszystkie korzystamy z toalety. Często słyszę od klientek, że po kilku miesiącach ćwiczeń naprawdę mają lepsze orgazmy i w ogóle seks jest bardziej świadomy. Na co dzień głębiej oddychają, rozluźniają się, czują swoje ciało. Nawet ich partnerzy przesyłają mi pozdrowienia (śmiech). Oczywiście ja ich też serdecznie pozdrawiam z tego miejscaJ Panie mówią, że miesiączki są mniej bolesne. Nagle się okazało, że wcale nie mają jelita drażliwego, tylko miały napięte mięśnie dna miednicy i to dlatego bolał je brzuch.

Kamila, w idealnym świecie byłoby świetnie, gdyby każda kobieta mogła przyjść do Ciebie na zajęcia. Porozluźniać się albo powzmacniać, w zależności od potrzeb. Realia jednak są takie, że dociera do Ciebie garstka raczej mocno już uświadomionych kobiet. Czy masz jakieś uniwersalne rady, zalecenia dla tych pań, które czytają ten wywiad, ale z różnych względów nie mogą położyć się na macie i poćwiczyć z Tobą?

Jasne!

Przede wszystkim po każdym treningu lub ciężkim dniu (gdy np. dużo nosiłaś dziecko na rękach) poświęć czas nie tylko na rozciąganie ciała, ale też na regenerację. Naucz się oddechu torem brzusznym, czyli takim, gdy podczas wdechu brzuch w okolicy pępka lekko się unosi, a podczas wydechu zapada. Na co dzień nie wciągaj brzucha i nie noś obcisłych ubrań, pasków, bielizny – wszystko to sprawia, że ryzykujesz zdrowiem mięśni dna miednicy.

– Połóż się na plecach, najlepiej w pozycji „żaby” ze złączonymi podeszwami stop i kolanami rozstawionymi szeroko. Podeprzyj sobie uda wałkami/kostkami do jogi/zrolowanym kocem żeby nie napinać przywodzicieli i poleż tak głęboko i świadomie oddychając.

Świadomie staraj się rozluźniać krocze, otwory ciała, dół brzucha oraz pośladki.

– Rozluźniaj szczękę! W ten sposób niebezpośrednio wpływasz na mięśnie dna miednicy poprzez głęboką taśmę mięśniowo-powięziową. Gdy spinasz mięśnie dna miednicy, spinasz też mięśni żwacze i mięśnie podpotyliczne, a to może powodować bóle głowy. Więcej luzu w szczęce, twarzy i gardle, to więcej luzu w miednicy.

Często sap, ziewaj, wzdychaj – to naprawdę rozluźnia Ci brzuch i mięśnie dna miednicy,

– Nie noś kulek gejszy! Obciążenie wkładane do pochwy szalenie męczy twoje mięśnie dna miednicy i może prowadzić do ich przećwiczenia, hipertonii, a w efekcie do nietrzymania moczu.

– Rozciągaj mięsnie pośladków (a zwłaszcza mięsień gruszkowaty) i otwieraj biodra oraz miednicę.

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę!

 

 

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Zostaw komentarz

Dodaj swój komentarz
Podaj swoje imię