„Wiosna i tak w końcu przyjdzie!” – przeczytałam w liściku od mojej ulubionej marki odzieżowej Tyszert, dołączonym do ostatniego zamówienia. Dziewczyny z Tyszerta nie mogą się mylić. Mamy wiosnę! Może nie tę kalendarzową, ale kto by się tym przejmował, gdy termometr pokazuje 15 stopni na plusie, a ja mam ochotę zrzucać z siebie kolejne warstwy ubrań?

Lubię marzec. Za Dzień Kobiet, moje urodziny, wiosnę, powiew świeżości w mojej szafie i wiatr we włosach. Dziś o tym, bez czego nie wyobrażam sobie najbliższych kilku ciepłych miesięcy. Niech tylko zima nie próbuje wracać!

Przemierzając kilometry 

Prawda jest taka, że będąc pełnoetatową mamą bardzo aktywnego Malucha, możesz pomarzyć o noszeniu innych butów niż wygodne jak kapcie adidasy. Przepraszam, jeśli Was rozczarowałam. Odkąd na dworze zrobiło się ciepło, wychodzimy na spacer nawet 3 razy dziennie. I nie są to spacery wokół bloku :) Dlatego wygodne buty to podstawa mojej (nie tylko) wiosennej garderoby.

Kiedy internetowy sklep Footway.pl zwrócił się do mnie z propozycją współpracy, nie wahałam się zbyt długo. Kusiły mnie baleriny, oj, kusiły. Tym bardziej, że Footway ma w swojej ofercie klasyczne baleriny marki Pretty Ballerinsas, na które choruję od dawna. Rozsądek zwyciężył! I padło na kultowe już Nike Roshe. Kiedy przymierzyłam te buty, zrozumiałam już, skąd zachwyty nad tym modelem. Nie miałam nigdy wcześniej wygodniejszych butów. I czuję, że długo nie zamienię ich na żadne inne.

Paski do znudzenia

Ja wiem, że to nuda. Ale co zrobić, skoro mam słabość do pasków? Tym razem przełamałam się i zamiast klasycznych marynarskich wybrałam czerwone. Czyste szaleństwo! Ale w tym szaleństwie jest metoda.

Nie wiem, dlaczego nigdy wcześniej nie nosiłam czerwieni. W pasiastym wydaniu wygląda naprawdę nieźle :) I dodaje mi energii.

Czerwono-biały longsleeve oczywiście jest od mojego Ukochanego Tyszerta, do którego, podobnie jak do pasków, mam słabość.

Do kompletu – idealne jeansy Lee JODEE w odcieniu Yankee Blue, które pobiły nawet moje ulubione Levi’s. Bardzo, bardzo wąskie, mocno dopasowane. W takim kroju czuję się najlepiej.  Pasują do wszystkiego. No i są wygodne! Nawet dresy poszły w odstawkę, odkąd w mojej szafie znalazły się te jeansy :)

Delikatna biżuteria

W tej materii jestem minimalistką. Zdecydowanie! Obrączka, zaręczynowy pierścionek i jeden złoty łańcuszek to wszystko, co do tej pory nosiłam.

Złamałam się, kiedy mój Instagramowy feed zaczęły zalewać skromne, delikatne jak mgiełka, bransoletki Matyldy Zielińskiej.

Uległam. Zamówiłam jedną na szarej jedwabnej nici. Spodobała mi się tak bardzo, że poprosiłam Matyldę o skomponowanie jeszcze dwóch bransoletek do kompletu. Trzymam mocno kciuki za Matyldę!

Złudzenie wyspania niewyspanej matki

Wisienka na torcie – moje kosmetyczne odkrycie ostatnich miesięcy – rozświetlający krem do twarzy z efektem glow marki Resibo.  Daje złudzenie wyspanej, wypoczętej twarzy, nawet gdy spałaś jak zwykle za krótko.

Uprzedzam, że łatwo zniechęcić się do tego kremu. Zanim więc rzucicie go w kąt, spróbujcie różnych sposobów aplikacji. U mnie najlepiej sprawdza się punktowe nałożenie (a raczej wklepanie opuszkami) cieniutkiej warstwy kremu na podkład.

Same zobaczcie, jak subtelny efekt na skórze daje ten krem!

A Wy jesteście gotowe na wiosnę?

 

[Głosów:1    Średnia:5/5]

Zostaw komentarz

Dodaj swój komentarz
Podaj swoje imię