Chwilę przed majówką mam dla Was podróżniczy wpis. Jeśli wybieracie się na urlop do Trójmiasta, ten mini-przewodnik może Wam się przydać. A jeśli planujecie wyjazd z dzieckiem, tym bardziej zajrzyjcie, bo odkąd towarzyszy nam Ignacy, staramy się organizować czas w taki sposób i odwiedzać takie miejsca, by każdy z naszej trójki był zadowolony. Nie zawsze się to udaje, ale bilans wychodzi zdecydowanie na plus. A my nie możemy doczekać się kolejnego wypadu do Trójmiasta. To już nasza mała wiosenna tradycja. Trójmiasto ma niesamowity urok chwilę przed atakiem turystów :) Popatrzcie sami!

GDYNIA

Gdynia – Orłowo – nasza wielka miłość

Choć Trójmiasto rozpieściło nasze podniebienia, nie mogłabym zacząć wpisu od jedzeniowych tematów. Przecież jest Orłowo! Miejsce, do którego zapałaliśmy bezgraniczną miłością, kiedy ponad 2 lata temu okazało się, że niebawem nasza rodzina się powiększy. Zdecydowaliśmy się wtedy zmienić nasze urlopowe plany. Zamiast w Bristolu (tym brytyjskim, nie warszawskim!) wylądowaliśmy w Gdyni. I nawet przez chwilę tego nie żałowaliśmy. Od tej pory Orłowo to miejsce, które kojarzy mi się z maleńkim Ignasiem rosnącym pod moim sercem.

Oszczędzę Wam przydługich opisów. To miejsce po prostu trzeba zobaczyć. Mam nadzieję, że zdjęcia, które zrobiłam kilka dni temu w przepiękny, słoneczny dzień, Was do tego przekonają!

Kiedy Wy będziecie zachwycać się widokami, Najmłodsi mogą dać upust swojej energii i wyszaleć się na orłowskim placu zabaw. Albo… trochę pogwiazdorzyć :)

Jeśli zgłodniejecie i będziecie mieli ochotę na rybę, to polecam Wam Tawernę Orłowską. W tym roku mieliśmy inne gdyńskie jedzeniowe plany, dlatego nie zawitaliśmy do niej. Ale po zeszłorocznej wizycie z czystym sumieniem mogę Wam zarekomendować to miejsce.

Falla i ręce Fatimy – nasza trójmiejska knajpa numer 1

A jeśli już o gdyńskich jedzeniowych planach mowa, to nie sposób pominąć knajpy Falla. Ten malutki, całkiem niepozorny lokal, położony w centrum Gdyni, wypełnia bliskowschodni klimat. Karta nie jest długa, ale zawiera wszystkie specjalności. W Falli spróbujecie oczywiście hummusu, falafela, szakszuki i innych popularnych bliskowschodnich specjalności.

My zdecydowaliśmy się na tylko jedno danie z karty, ale za to jakie! Ręce Fatimy, bo o tym daniu mowa, przyjemnie wypełniły nasze wygłodniałe brzuchy.

Myślę, że gdyby była z nami jeszcze jedna osoba, na pewno nie pozostałaby głodna. Pięć rodzajów hummusu, falafel, tabbouleh, pikle. Naprawdę jest w czym wybierać! I ciężko zdecydować się, co smakuje najlepiej. Żałowaliśmy, że nie damy rady spróbować już niczego więcej z karty (a przecież musiało jeszcze zostać trochę miejsca na deser!), bo po tym popisowym daniu mieliśmy ochotę na więcej.

Na szczęście nie musimy czekać na kolejną trójmiejską eskapadę, bo… w Warszawie od marca działa Falla! Na pewno niebawem sprawdzimy to miejsce. Choćby po to, żeby sprawdzić, czy warszawskie ręce Fatimy kryją tyle dobra, co te gdyńskie :)

* W Falli dostępne są krzesełka do karmienia. W łazience znajdziecie przewijak.

Kameralny Tłok – na kawę i ciacho

Pozostajemy w Gdyni. Kilka minut spacerkiem od gdyńskiej mariny wystarczy, by znaleźć się w całkiem kameralnej kawiarni Tłok.

Serwują tu świetną kawę – od klasyki po alternatywne opcje. No i ciasta, również w zdrowszych wersjach. Wegańskie czekoladowe ciasto z kokosową pianką, które zamówiłam trochę bez przekonania, na szczęście było przepyszne. Żałuję tylko, że mój aktywny 1,5-roczniak nie pozwolił mi go dokończyć :) Za to flat white wypiłam do ostatniej kofeinowej kropelki!

A jeśli już o aktywnych dzieciach mowa, to chyba Tłok nie jest najlepszym miejscem na wizytę z dzieckiem, które nie chce posłusznie siedzieć w wózku. Barista kątem oka zerkał na odważne poczynania Ignacego. A ja, wiadomo, najgorsza matka, pozwoliłam mu zajrzeć tu i tam ;) Na zdjęciu poniżej mój Syn już czai się na gablotkę, która kryła same kuszące go przedmioty.  Ale przynajmniej siedział. Całe 3 sekundy!

Mimo wszystko, za kawę i ciasto należy się 5+! Na szczęście znam na trójmiejskiej mapie kulinarnej miejsca, gdzie dzieci przyjmuje się z otwartymi ramionami :) O tym za chwilę!

Akwarium Gdyńskie – raj dla małych miłośników podwodnego świata i nie tylko 

Będąc w Gdyni z dzieckiem, warto odwiedzić Akwarium.

My po raz pierwszy zwiedzaliśmy je 2 lata temu z Ignacym w brzuchu. Teraz, kiedy nasz Syn jest świadomym Chłopcem, odwiedzanie takich miejsc to zupełnie inna historia.

Mieszanka zachwytu, podniecenia i strachu (mamo, czy ta ryba za chwilę mnie nie zaatakuje?) wypisana na twarzy Ignacego jest niesamowita.

Mam wrażenie, że z Nim odkrywamy te same miejsca na nowo. Nawet jeśli zwiedzanie trwa 3 razy dłużej, bo przecież koniecznie trzeba wejść po schodach, później z nich zejść i tak do znudzenia… :) A już najlepiej, jak to wszystko odbywa się bez jakiejkolwiek pomocy ze strony rodziców :)

SOPOT

Z ukochanej Gdyni płynnie przechodzimy do Sopotu, w którym zatrzymaliśmy się na czas naszego pobytu w Trójmieście.  Sopot to miejsce, z którym mam jedno najsilniejsze skojarzenie z tego wyjazdu – BUJU :) I to nie byle jakie. Rzadko zachwycam się placami zabaw, ale ten, zlokalizowany obok Zatoki Sztuki, naprawdę mi się spodobał. I chyba nie tylko mi :)

Spodobało mi się przede wszystkim jego położenie. Nie wiem, czy zauważyliście, że większość osiedlowych placów zabaw jest pozbawiona drzew. A szkoda, bo w okolicach południa, kiedy jest najcieplej, na takim placu, jest jak na patelni… Na szczęście Sopot przemyślał całkiem nieźle położenie tę sprawę. Brawo!

Podoba mi się też różnorodność. Razem z Ignasiem na placu zabaw bawiły się dużo starsze dzieciaki. Każde z nich znalazło coś dla siebie. W końcu nie samym ,,BUJU” się żyje. Choć Ignacy mógłby nie schodzić z tej huśtawki :) Ciągle było mu mało, więc ten plac zabaw to punkt obowiązkowy każdego sopockiego spaceru.

Kawiarnia LAS Dolnysopotpółnoc

Kiedy już Wasze dziecko padnie ze zmęczenia na placu zabaw, przychodzi czas na kawę dla strudzonego rodzica. I zastrzyk zdrowej słodyczy. W ostateczności – przyjemne lodowe ochłodzenie. To wszystko znajdziecie w klimatycznej kawiarni LAS Dolnysopotpółnoc, która znajduje się przy ulicy Haffnera, tuż obok wspomnianego placu zabaw.

Jeśli nawet na wakacjach staracie się dbać o linię, ucieszy Was słodka oferta LASu. Wszystkie ciasta w gablotce są pozbawione cukru, glutenu i nabiału. Chciałoby się dodać, że smaku również. Na szczęście nie jest aż tak źle :)

A jeśli na myśl o tych wszystkich ,,bez” spada Wam cukier, spróbujcie lodów rzemieślniczych. Polecamy je my wszyscy – z Ignacym na czele! :)

Cały Gaweł – sopocki pewniak

Nie ma Sopotu bez Gawła. Gaweł, właściciel lokalu Cały Gaweł, zlokalizowanego tuż obok dworca PKP, pochodzi z Wrocławia, ale podobno tak zachwycił go Sopot, że musiał otworzyć tu knajpę. Jak pomyślał, tak zrobił. I chyba całkiem nieźle mu idzie.

Karmi niezmiennie dobrze. I niezmiennie wita gości z otwartymi ramionami, nawet tych najmłodszych, dobierających się do drogich, kolorowych magazynów :)

U Gawła zjecie śniadania, lunche, napijecie się kawy i zjecie deser. Karta zmienia się co jakiś czas. Ostatnio pojawiły się w niej azjatyckie pozycje (pad thai, udon, itp.) i popularne michy różności (bowle).

Jedyne, co się nie zmienia, to burgery w czarnej bułce, które z ręką na sercu polecam nawet tym, którzy od mięsa raczej stronią.

* U Gawła na najmłodszych czekają krzesełka do karmienia i specjalne, dziecięce pozycje w menu.

Dwie Zmiany – miejsce, z którego moglibyśmy nie wychodzić

Gdyby to Ignacy miał wskazać miejsce prawdziwie przyjazne dzieciom, czuję, że padłoby na sopocką klubokawiarnię Dwie Zmiany. Do Dwóch Zmian uciekliśmy przed deszczem podczas spaceru główną sopocką ulicą Bohaterów Monte Cassino, prowadzącą wprost na molo.

Wcale, ale to wcale nie mieliśmy ochoty go opuszczać, nawet, gdy zaczęło się przejaśniać.

Wszystko za sprawą wnętrza, które nasz Syn pokochał…

…i jedzenia, które przyjemnie rozgrzało nas w ten deszczowy dzień.

Dwie Zmiany to miejsce mocno związane ze sztuką, dlatego wnętrze klubokawiarni jest nią nasycone.

Mam wrażenie, że można tu spokojnie spędzić pół dnia – zaczynając od kawy, przechodząc płynnie do śniadania (serwują je tu wyjątkowo długo, bo do 13), a następnie lunchu.

Obsługa jest w porządku. Nie narzuca się, nie dopytuje, czy można już zabrać do połowy pełną filiżankę i czy coś jeszcze podać. No i nie traktuje dzieci jak intruzów :) Wrócimy tu na pewno następnym razem!

GDAŃSK

Park Oliwski – gdańska perełka

Na koniec trójmiejskiego przewodnika, moja gdańska perełka – Oliwa. Miejsce, które pamiętam z dzieciństwa jak przez mgłę. Wiedziałam tylko tyle, że w Gdańsku jest dzielnica Oliwa, a tam… wielki, piękny park. I rzeczywiście moja pamięć mnie nie zawiodła :)

Popatrzcie sami. Istny raj dla dzieciaków!

To właśnie tu Ignaś nauczył się nowego słowa – ,,kaka”, czyli kaczka :)

Pobite Gary na lunch

Po długim spacerze należy się porządny lunch. A właśnie taki zjecie w bistro Pobite Gary. Na szczęście lokal jest na tyle blisko od Parku Oliwskiego, że spokojnie dotrzecie do niego na piechotę.

Od 12 będzie czekała na Was oferta lunchowa. Ale jeśli akurat nie macie ochoty na to, co danego dnia jest serwowane na lunch, możecie wybierać z całkiem bogatego stałego menu.

W Pobitych nie ma specjalnego dziecięcego menu. Jest za to całkiem przyjemny kącik dla dzieci. Ignacy postanowił uciąć sobie południową drzemkę w czasie naszego lunchu, dlatego taki tu porządek :) I nawet krzesła równiutko ustawione na kuchni!

To już koniec naszego mini-przewodnika po Trójmieście. Mam nadzieję, że odwiedzicie któreś z polecanych miejsc. Koniecznie dajcie znać!

Udanej majówki! 

[Głosów:0    Średnia:0/5]

2 KOMENTARZE

Zostaw komentarz

Dodaj swój komentarz
Podaj swoje imię