Jesteście z tych ciepło- czy zimnolubnych? Ja zaliczam się do tej grupy, która upalnym latem tęskni za chłodem, a w mroźną zimę czeka na przyjemne ciepełko :) Tak naprawdę zadowoliłaby mnie temperatura w przedziale 15 – 20 stopni przez cały rok.

Na pogodę nie mamy jednak wpływu. A szkoda!  Możemy się jednak dobrze przygotować do warunków, które mamy za oknem. Odkąd na świecie jest Ignacy, do tematu podchodzę całkiem poważnie. Staram się dobrze przygotować i Jego, i siebie, na każdą z pór roku.

Krem ochronny

Nie bez powodu krem ochronny Iossi znalazł się na pierwszym miejscu. To mój absolutny faworyt, jeśli chodzi o zimową pielęgnację. Świetnie sprawdza się nie tylko w roli kremu do delikatnej skóry Ignasia, ale też mojej, wrażliwej na trudne warunki. Tylko ten krem potrafi uratować moje dłonie, które jesienią i zimą lubią się nadmiernie przesuszać.  Bardzo przekonuje mnie skład tego kremu. Nie ma w nim wody, a to bardzo ważne w przypadku kosmetyków przeznaczonych do ochrony skóry przed wiatrem i chłodem. Producent obiecuje, że składniki są w 100% naturalne i w 94% pochodzą z certyfikowanych upraw organicznych. Na pierwszym miejscu mamy masło shea, które niestety w wersji solo się u mnie nie sprawdziło. Krem ma konsystencję musu. Pod wpływem ciepła dłoni zamienia się olejek, dzięki czemu rozsmarowuje się bajecznie. Polecam!

Rękawiczki

Ciepełko i miękkość – te dwa słowa idealnie opisują jednopalczatki Papier i Wełna. Natalię, która tworzy te rękawiczki (i nie tylko!), znam wirtualnie. Już kilka lat temu poprosiłam ją o zrobienie rękawiczek dla mojego Męża. Od tamtej pory wiele się zmieniło, ale jednopalczatki Ignasia zachwyciły mnie tak samo, jak te wykonane dla Szymona. Tylko ten rozmiar… tak rozczulający. Malutkie rękawiczki na maleńkie dłonie mojego Synka. A jeśli pytacie, czy gryzą, to odpowiadam: absolutnie nie! A skład mają bajeczny – mieszanka wełny i alpaki. Bardzo się ucieszyłam, że Natalia wróciła do włóczki, bo znalezienie wełnianych rękawiczek w sklepach to nie lada wyczyn. Teraz czekamy na komin do kompletu :)

Śpiworek 

A jeśli już mowa o ciepełku, to w naszym zimowym ekwipunku nie mogło zabraknąć śpiworka Lodger Bunker. Przewrotnie byliśmy zmuszeni kupić śpiworek w kwietniu, przed naszym wyjazdem nad morze :) Taki mamy klimat w Polsce! Na szczęście śpiworek rośnie wraz z dzieckiem, dlatego z powodzeniem wykorzystujemy go również teraz. I mam nadzieję, że jeszcze w przyszłym roku Ignaś się w niego zmieści. Chyba że wózek nie będzie już wtedy w użyciu. Kiedy patrzę na mojego ciasno opatulonego Syna, mam ochotę się z nim zamienić miejscami. I uciąć sobie taką drzemkę na powietrzu. Gdyby tylko było świeże… Ale to już chyba temat na osobny wpis.

Kombinezon

Na przekór pogodzie, pozostajemy w ciepełku :) Szukając kombinezonu na zimę, natknęłam się na sporo pozytywnych opinii na temat tego od Ducksday. Na pierwszy rzut oka wydaje się dość cienki i niezbyt ciepły. Ale wierzę zapewnieniom producenta, że kombinezon ma na tyle dobre parametry, że Ignacy nie zmarznie, gdy temperatura spadnie sporo poniżej zera. Ignaś póki co miał przymiarkę zimowego stroju tylko w warunkach domowych i widać, że śmiga w kombinezonie zupełnie tak, jak w normalnym ubraniu. To ważne, aby kombinezon nie krępował ruchów dziecka. A kiedy patrzę na większość takich zimowych, puchowych ubrań, mam poczucie, że dziecko może w nich tylko grzecznie siedzieć w wózku :)

Kombinezon posiada długi zamek błyskawiczny (kończący się na plecach), co ułatwi zmianę pieluszki. Bardzo spodobały mi się specjalne odwijane mankiety na rękawkach i nogawkach. W zależności od pogody i wygody można stosować opcję odsłoniętych bądź zakrytych dłoni i stópek. Myślę, że to rozwiązanie przyda się, gdy podczas spaceru Ignaś zechce wejść do wózka.

Jeśli chodzi o rozmiarówkę, Ducksday sam zaznacza, że jest sporo zawyżona. Ja zdecydowałam się na zakup rozmiaru 80, który w chwili obecnej jest trochę za duży, ale dzięki temu jest szansa, że nawet w przyszłym roku Ignaś wciśnie się w ten sam kombinezon :)

A na koniec – kawa dla mamy. Ciepła!

Żeby nie było, że tylko dziecko się liczy… jest też coś dla mamy, która w ciemny grudniowy poranek szczególnie potrzebuje ciepłej kawy. Nie ma chyba lepszego wynalazku niż dobry kubek termiczny, który tę kawę przetransportuje z ekspresu wprost na spacer. Kiedy już mam ciepłą kawę i dłonie schowane w mufce, dużo łatwiej mi znieść chłód, wiatr i najbardziej srogi mróz. Choć i tak raz na jakiś czas muszę sobie ponarzekać trochę na pogodę…

A jakie są Wasze zimowe must have? Dajcie znać!

 

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Zostaw komentarz

Dodaj swój komentarz
Podaj swoje imię