Za chwilę ważny dzień. Święto wszystkich Mam – tych, które mają swoje Dzieci tuż obok, tych, które noszą je wciąż pod sercem, tych, które wciąż czekają na cud poczęcia, ale też tych, które były blisko spotkania po drugiej stronie brzucha…

Dlatego dziś, na kilka dni przed tym Ważnym Dniem, rozmowa o narodzinach Matki. O procesie. O tym granicznym doświadczeniu, po którym nic nie jest i nie będzie już takie samo.

Ważny to dla mnie temat. I wierzę, że nie tylko dla mnie. Weźcie z tej rozmowy jak najwięcej dla siebie, swoich Mam, a nawet swoich Córek, które być może za jakiś czas narodzą się na nowo, jako Matki.

Rozmowa z Mileną Pacudą, współzałożycielką Bliskiego Miejsca w Warszawie

Jesteśmy w Bliskim Miejscu. W gabinecie, który stworzyła Pani wspólnie z trzema innymi psycholożkami. Wyszłyście Panie od rodzicielstwa bliskości. I o rodzicielstwie trochę dziś będziemy mówić.

W Bliskim Miejscu wspieramy rodziców w ich rodzicielstwie. Zawsze ważne dla mnie było, żebyśmy, jako specjaliści, tutaj, w Bliskim Miejscu, wychodzili do kobiet już na tym pierwszym etapie rodzicielstwa, czasem nawet przed momentem poczęcia. Następnie przez okres ciąży, połogu i dalej. To szczególny czas. Dużo energii wkładamy w to, by rodzice czuli, że Bliskie Miejsce jest przyjazną przestrzenią na różnych etapach rodzicielstwa.

Pracujemy z kobietami, które urodziły zdrowe bobasy i potrzebują rozmowy lub wsparcia, ale także z tymi rodzicami, którzy doświadczyli poronienia lub straty okołoporodowej. Warto pamiętać, że okres ciąży, połogu i tak naprawdę pierwszego roku życia dziecka, to czas szczególnej wrażliwości, podatności na zranienia.

To także taki czas, kiedy wsparcie innych osób jest szalenie ważne! Mam poczucie, że to kluczowy element.

Powiedziała Pani o uwrażliwieniu. Czy to jest uwrażliwienie związane ze zmianami hormonalnymi, uwrażliwienie kobiety i jej psychiki, czy może miała Pani coś innego na myśli?

Kwestia hormonów też jest ważna, bo to jest szczególny czas dla ciała pod kątem biologicznym. Hormony sprzyjają temu, żebyśmy się mogły przygotować do macierzyństwa. Ale nie chciałabym widzieć w tym procesie, który zachodzi w kobiecie, wyłącznie hormonów. To zdecydowanie bardziej złożona sprawa, związana z relacją z dzieckiem, z partnerem, z samą sobą. Ogromne wyzwanie, zmiana, która może budzić wiele sprzecznych uczuć.

Ta wrażliwość o której wspomniałam jest związana z nowymi zadaniami, które stoją przed kobietą, a mianowicie poznaniem, przyjęciem i nawiązaniem więzi ze swoim nowonarodzonym dzieckiem. Kobieta staje się wrażliwa na różne sygnały płynące od dziecka. Niektóre z nich są szczególnie subtelne i nie są odczytywane na świadomym poziomie. Wszystko po to, by między matką a dzieckiem wytworzyła się silna więź. Warto dodać, że małe dzieci od początku są w stanie budować wieź także z tatą i innymi dorosłymi.

Kobieta, w tym szczególnym czasie, ze zdwojoną siłą odbiera różne sygnały z otoczenia, od partnera, innych bliskich, ale także np. od personelu medycznego. Kobiety często mówią, jak doskonale pamiętają różne momenty w porodzie. I to te pozytywne, kiedy na przykład wyraźnie czuły swoją siłę, wsparcie od partnera, położnej, kiedy pierwszy raz zobaczyły i przytuliły swoje dziecko. Ale w pamięci zostają również te trudniejsze chwile, np. gdy zostały w nieprzyjemny sposób potraktowane przez personel medyczny, miały niewystarczającą ilość wsparcia, nie zostały odpowiednio „zaopiekowane”. Bywa że doświadczenia porodowe stają się traumą.

Wspomniała Pani o tym, że to uwrażliwienie dokonuje się wcześniej, że to jest taki proces, który niekoniecznie zaczyna się dopiero, kiedy dziecko jest już na świecie. Czy możemy spróbować pociągnąć ten temat dalej? Temat narodzin matki…

Widzę to jako proces. Trudno precyzyjnie określić, kiedy dokładnie on się zaczyna. W zależności od sytuacji, informacja o ciąży może nieść wielką radość, entuzjazm, zaskoczenie, niepokój, wątpliwości, ale także złość, smutek czy przerażenie.

Pojawiają się pytania „czy ja naprawdę jestem na to gotowa? Czy to właściwy czas”, a także fantazje na temat samego dziecka i siebie jako mamy. Niektóre kobiety mówią o tym, że boją się, że znikną, że będą przysłowiowym „inkubatorem”, a ich potrzeby, zainteresowania, a nawet osobowość przestaną mieć znaczenie.

Narodziny matki kojarzą mi się z odkrywaniem nowego, ważnego kawałka siebie i zintegrowaniem go z tym, co już w sobie znamy. Bywa że to bolesny proces, bo mogą obudzić się w nas zranienia z wczesnodziecięcych lat. Niektóre kobiety właśnie w ciąży decydują się rozpocząć psychoterapię, by obejrzeć to, co nieuleczone.

Ważne, żeby kobiety wiedziały, że w ciąży można prowadzić terapię. Część kobiet decydujących się na wsparcie psychologiczne w okresie ciąży, potrzebuje doraźnej pomocy, towarzyszenia, nazywania uczuć. Inne mają gotowość, żeby sięgnąć głębiej, żeby się przyjrzeć bolesnym uczuciom, myślom, skojarzeniom czy na przykład relacji ze swoją mamą.

A jeśli już mówimy o tym symbolicznym wejściu w rolę mamy, takim przeistoczeniu się kobiety w kobietę -matkę… Zapewne dla każdej kobiety ten moment przejścia dokona się w innym czasie. Ale kiedy dziecko się rodzi, jest już po drugiej stronie brzucha, co to tak naprawdę oznacza dla kobiety, dla jej psychiki? Co tam się dzieje, gdybyśmy miały w to wniknąć?

Czasem kobiety porównują moment porodu do śmierci. Można mieć poczucie, że na symbolicznym poziomie dawne „ja” umiera, rodzi się dziecko i matka oraz łącząca ich relacja. Jest ona na tyle znacząca, że na jakiś czas praktycznie całkowicie odsuwamy różne inne dotychczas ważne sprawy. Przekierowujemy nasze zasoby na budowanie tej nowej relacji, na poznawanie dziecka, na opiekę i na bycie w kontakcie z nim, ale i ze sobą. I to jest ta pierwsza rewolucja.

Dlaczego jeszcze poród jest taką małą śmiercią? Dlatego, że to takie doświadczenie graniczne. W trakcie porodu pojawia się moment, w którym kobiety czują, że są na granicy życia i śmierci. Pojawia się wtedy lęk, czasem przerażenie, które mobilizuje ciało do ostatniego wysiłku. Ale to, co mi się jeszcze kojarzy ze śmiercią, to chyba to, że  nie ma wyjścia i trzeba to  po prostu przejść. Można korzystać ze wsparcia innych osób, ale nikt nie da rady zrobić tego za nas. Urodzenie dziecka często też wiąże się z poczuciem własnej ogromnej siły. Kobiety czują i mówią „urodziłam dziecko! Mam moc!”

Rodzi się dziecko. Rodzi się kobieta. Na nowo. Po 9 miesiącach ciąży, porodzie, przychodzi czas na połóg. Co się dzieje wtedy z kobietą, tą kobietą – matką? To chyba trochę zaniedbany temat. Albo raczej przemilczany, bo wszyscy są tak zaaferowani tym, że w ogóle trzeba najpierw urodzić. A później… jakoś to będzie?

Też mam takie spostrzeżenia, że się dużo mówi o przygotowania do porodu. I myślę, że jest to ważne, że kobiety o to dbają, wybierają szpital, położną, doulę, chodzą do szkoły rodzenia. O kolejnych etapach mówi się dużo mniej, a jeśli już, to bardziej w kontekście pielęgnacji bobasa.

[su_quote]Wiele kobiet przyznaje, że nie wybiegały myślami do tego czasu po porodzie. Miały poczucie, że jak urodzą, to już będzie z górki, bo to, co najtrudniejsze za nimi. Rozmawiając z kobietami, wiem, że połóg może być wyjątkowo trudnym, ale także smutnym czasem.[/su_quote]

Myślę, że w tym kontekście warto powiedzieć o tzw. baby bluesie, który się pojawia u ok. 50-80% kobiet. Jest to więc naprawdę spora grupa kobiet. I te, które nie wiedzą, że mogą się tak czuć, są bardzo przestraszone swoim stanem. To, co jest ważne w tym kontekście to chyba to, żeby kobiety wiedziały, że to jest naturalna reakcja fizjologiczna. I że tutaj hormony grają dużą rolę. Emocje, które się pojawiają: smutek, przygnębienie, brak sił, podwyższony poziom lęku, płaczliwość, to naturalny element procesu adaptacji do nowej sytuacji.

Czasem pojawia się smutek związany z pustym brzuchem, z tym, że nie jest się już w ciąży. Mogą przyjść refleksje, że może ten poród nie do końca był taki, jaki byśmy chciały, jakbyśmy sobie zaplanowały. Wszystko, co się dzieje z kobietą w tym czasie, jest zupełnie naturalne. Baby blues pojawia się mniej więcej trzy dni po porodzie, ale nie trwa zbyt długo. Czasem tydzień, czasem dziesięć dni.

 A jeśli trwa dłużej? Jeśli zamiast mijać, pogłębia się? Na co otoczenie powinno zwrócić uwagę?

Jeśli mamy wrażenie, że baby blues się przedłuża, to warto włączyć większą czujność na to, co się dzieje z kobietą. To zadanie dla partnerów i innych bliskich osób.

Sprawdźmy, czy młoda mama ma wystarczającą ilość wsparcia, czy ma z kim porozmawiać, czy udaje jej się chociaż czasem wyspać, czy ma czas na zjedzenie, prysznic, wyjście na krótki spacer. Bywa tak, że „zaopiekowanie” tych podstawowych potrzeb, sprawia, że kobieta odzyskuje siły, dobry nastrój, sama potrzebuje bliskości z dzieckiem i wszystko idzie w dobrym kierunku.

Jednak nie tylko czas trwania odróżnia baby bluesa od depresji poporodowej. Kobieta, u której możemy podejrzewać depresję, nie ma takich chwil przyjemności z dzieckiem, wycofuje się z tego kontaktu, z relacji. Kobieta wysyła sygnały: „zajmijcie się tym dzieckiem, ja nie mam siły, nie mam ochoty, obawiam się , że coś mu zrobię”. To są takie sygnały, które powinny zaniepokoić otoczenie. Myślę, że tu tkwi różnica, która pomaga stwierdzić, czy to jest jeszcze baby blues, czy już coś poważniejszego.

Czy baby blues to trochę taka sinusoida? Są kiepskie momenty, kiepskie dni. Ale jednak są też takie momenty, kiedy kobieta cieszy się z kontaktu z dzieckiem, czerpie radość z tej relacji, tylko ma gorsze momenty.

 Tak. Niektóre kobiety porównują to do napięcia przedmiesiączkowego. Kobiecie chce się często płakać, szybciej się irytuje, dużo rozmyśla, trochę się martwi. Czuje się niepewnie. Trudno jej się zmobilizować do różnych rzeczy. Jest dużo chaosu. To jest właśnie taki czas.

A czy to jest tak, że baby blues występuje na przykład częściej po pierwszym porodzie niż przy każdym kolejnym? Czy raczej to już jest na tyle taka biologiczna kwestia, że nie ma tu znaczenia, który już poród mamy za sobą?

Nie znam takich dokładnych badań. Moje doświadczenie podpowiada mi jednak, że dotyczy to również kobiet, które rodzą kolejne dzieci. Warto wiedzieć, że występowanie baby bluesa jest niezależne od kultury, w jakiej kobieta żyje. Z kolei depresja jest już związana kulturowo. Nie w każdej kulturze występuje ta choroba.

Wracając do baby bluesa… Powiedziała Pani, że bardzo często jest tak, że wystarczy przyjrzeć się tej kobiecie –  czy czegoś nie potrzebuje na takim podstawowym poziomie – czy ma czas, żeby zjeść, wziąć prysznic, spędzić chwilę sama ze sobą i przyjrzeć się sobie. Tak sobie myślę, że zapewne to otoczenie ma duży wpływ na tę kobietę, która dopiero co weszła w zupełnie nową rolę w swoim życiu. Co mogą zrobić osoby z najbliższego otoczenia świeżo upieczonej mamy? Być obok, żeby nie czuła, że jest sama, że to nie jest tylko jej dziecko i że tylko ona wie najlepiej co ma zrobić, bo jest przecież matką? Gdzieś tu dotykamy tematu tej słynnej kobiecej intuicji. Rozmawiając z mamami – nowicjuszkami z mojego otoczenia, mam takie poczucie, że nie od razu ta intuicja się pojawia… Że tu chyba bardziej chodzi o poznanie swojego dziecka, o nauczenie się go…

Tak, zwłaszcza że wiele kobiet mówi o tym, że ich dziecko, ten noworodek, którego trzymają na rękach, to jest pierwsze dziecko, jakie widzą, z jakim tak blisko obcują! Potrzeba czasu, by mama i dziecko poznali się, nauczyli się siebie nawzajem.

Wracając do tego pytania o wsparcie, myślę, że wsparcie rodziny jest kluczowe. Fajnie, jeśli uda się jeszcze w czasie ciąży ustalić, kto na jakim etapie może zaoferować pomoc. Kobiety mogą mieć różne potrzeby. Wiem, że nie w każdej rodzinie tak jest, że to wsparcie własnej mamy jest tym wsparciem, jakiego kobieta oczekiwałaby po porodzie. Może być za to czymś, co jeszcze bardziej utrudnia te i tak niełatwe początki. Zachęcam, by bliscy pytali świeżo upieczonych rodziców, czego potrzebują.

Jest część kobiet, która ma takie życzenie, żeby ktoś bliski poogarniał szereg spraw w domu, takich jak zakupy, gotowanie, wyjście na spacer z psem czy sprzątanie, bo one bardzo potrzebują być w tym czasie blisko dziecka. Są też kobiety, które właśnie chciałyby, żeby ktoś zabrał im tego noworodka, wyszedł z nim na spacer, żeby one miały czas dla siebie – na śniadanie, prysznic.

W aspekcie emocjonalnym, myślę, że ważne jest, aby bliscy przyjmowali te emocje, których doświadcza kobieta. Chodzi o towarzyszenie, mówienie „ok, masz prawo się tak czuć, to jest trudny moment, wiem że jest ci ciężko, smutno, w porządku, jestem przy tobie”. To ważne, żeby te emocje miały ujście, żeby kobieta nie musiała ich ukrywać, wstydzić się. Zatem zachęcam, by dawać wsparcie i przestrzeń, a nie mówić  „tyle kobiet rodziło przed tobą i jakoś sobie dawały radę”.

Myślę, że często to pokolenie mam, babć, które bardzo chcą pomóc, a jednak robią to w taki sposób, który może wyrządzić młodej mamie więcej szkody niż pożytku.

Tak, choć domyślam się, że stoją za tym dobre intencje. Unikałabym dawania tzw. dobrych rad, np. „daj mu butelkę, bo płacze”, albo „sprawdź czy ma mokrą pieluszkę”, albo „dlaczego ty go tak trzymasz?”. Myślę, że stworzenie przyjaznej atmosfery i oferowanie wsparcia pozwoli kobiecie odkryć, czego tak naprawdę jej dziecko potrzebuje.

Ona ma wtedy szansę się nauczyć tego maleńkiego człowieka. Ono też uczy się swojej mamy i wspólnie budują relację. A co do dobrych rad, warto ugryźć się w język :)

Oczywiście, jeżeli rodzina czuje, że przydałoby się jakieś dodatkowe wsparcie, np. rozmowa z psychologiem czy pomoc położnej, doradcy laktacyjnego, warto pomóc kobiecie w „zaopiekowaniu” tego tematu, znaleźć namiar czy umówić wizytę, oczywiście w porozumieniu z nią. To też może być bardzo pomocne.

Myślę sobie, żeby zaakceptować ten stan, w którym jest młoda mama, to otoczenie musi wiedzieć, że w ogóle coś takiego może się wydarzyć, a nawet, biorąc pod uwagę statystyki, jest duża szansa, że się wydarzy.

Na szczęście w dzisiejszych czasach można znaleźć już sporo cennych ,wartościowych informacji w Internecie. Jest też dostępna mądra literatura na ten temat. Warto porozmawiać na ten temat ze swoim partnerem, bliskim otoczeniem.  Taka rozmowa może być czymś, co przygotuje i kobietę, jej bliskich na to, co może się wydarzyć. Może uświadomić, że różne rzeczy mają prawo się dziać, są normą i że też mijają, jeżeli pozwolimy im wybrzmieć, zadziać się.

Wracamy znów do tego, że emocje, które się pojawiają, nie są po to, żeby je zdusić w zarodku, tylko właśnie po to, żeby dać im szansę wybrzmieć i minąć, bez zagłuszania, wygładzania…

Narodziny dziecka mogą być cudownym i wzmacniającym doświadczeniem. Nie da się jednak ukryć, że to ogromna życiowa zmiana, a co za tym idzie również strata.

Na początku tracimy wizję idealnego macierzyństwa.

Okazuje się, że jednak nie jest tak łatwo i różowo jak w reklamach. Jesteśmy wyłączone z pracy, ze spotkań towarzyskich, nie mamy czasu i siły na realizowanie pasji. Tak wyglądają początki macierzyństwa. Zatem naturalne jest, że pojawiają się emocje, które towarzyszą nam w momentach straty. Smutek, złość, rozczarowanie, tęsknota za tym co było kiedyś.

Myślę, że dopuszczenie ich do siebie, przeżycie, właśnie otwiera drogę do tego, żeby móc się zacząć cieszyć tym macierzyństwem w pełni.

Jako takim nowym etapem, nowym otwarciem?

Tak, zmianą, ciekawą przygodą, czymś, co nas bardzo rozwija, wzbogaca.

To ja życzę wszystkim mamom, które nas czytają, żeby sobie pozwalały na doświadczanie różnych, czasem nawet skrajnie różnych, emocji. A bliskim, którzy może gdzieś przypadkiem zerkną na tę rozmowę, żeby byli obok. Uważni i czujni. Szczególnie w okresie okołoporodowym, który, jak sama Pani powiedziała, jest czasem szczególnego uwrażliwienia kobiety. 

 Ciąg dalszy rozmowy niebawem…

[Głosów:1    Średnia:5/5]

2 KOMENTARZE

  1. Bardzo cenny artykuł, niestety trochę za długi, za bardzo gawędziarski, nie jedna młoda mama nie znajdzie czasu na taką długą lekturę. A warto, bo są tu mądre rzeczy. Może by zrobić wersję w punktach albo do posłuchania? Pozdrawiam.

    • Dziękuję za komentarz! Rzeczywiście wersja do posłuchania byłaby dobrą opcją, jeśli młoda mama nie ma czasu na to, by przeczytać tekst. Do punktów z kolei wolałabym tej rozmowy nie sprowadzać. Obawiam się, że temat narodzin matki jest zbyt rozległym tematem, aby tak go kondensować. Pozdrawiam serdecznie

Zostaw komentarz

Dodaj swój komentarz
Podaj swoje imię