Już rozumiem, co to znaczy, że czas zaczyna biec naprawdę szybko, kiedy na świecie pojawiają się dzieci. Myślałam, że to taki frazes powtarzany przez większość znanych mi rodziców. Dziś mogę powiedzieć to samo. Wciąż nie wierzę, że minął ROK, odkąd Ignacy jest z nami, tak na serio, namacalnie.

To jest kosmos.

Dopiero cieszyliśmy się na myśl o ciąży, rosnącym brzuchu, pierwszych kopniakach i kompletowaniu wyprawki. Dopiero jechaliśmy do szpitala. Przed chwilą tuliłam to maleńkie ciałko. A później próbowałam, po raz pierwszy, dość niezgrabnie i nieudolnie, ze łzami w oczach, trzęsącymi się rękami, założyć ubranko na nagie ciałko Ignacego. A dziś… mija 12 miesięcy od naszego pierwszego spotkania po drugiej stronie brzucha.

Nie planowałam osobnego wpisu z tej okazji, aż natrafiłam na ten cytat Janusza Korczaka.

Bądź sobą – szukaj własnej drogi. Poznaj siebie, zanim zechcesz dzieci poznać. Zdaj sobie sprawę z tego, do czego sam jesteś zdolny, zanim dzieciom poczniesz wykreślać zakres ich praw i obowiązków.

To nie będzie więc wpis o macierzyństwie słodkim jak lukier. To nie znaczy, że nie jest słodko, że to nie jest najpiękniejsze, co mi się w życiu przytrafiło, że każdego dnia nie jestem wdzięczna za ten Cud, a łzy wzruszenia nie napływają mi do oczu.

Ale chciałabym, żebyście wiedzieli, że sielankowo i słodko… bywa. Codzienność za to bywa trudna, męcząca, a czasem nawet rozczarowująca. Nie boję się tych słów. Choć zanim zostałam mamą,  chyba trochę przymykałam oko na te cienie macierzyństwa. Zastanawiam się, czy o „gorszych” aspektach się nie mówi, czy po prostu nie do końca chciałam słuchać o tych gorzkich chwilach?

I nie, nie chodzi mi o straszenie i  obrzydzanie… porodu, połogu i tego wszystkiego, co dzieje się dalej. Daleko mi do tego. Poród jest wydarzeniem kosmicznym. I bardzo chcę móc choć raz jeszcze z pełną świadomością przejść przez ten cudowny proces narodzin. Balansować na granicy bólu, wyczerpania, szczęścia, ekstazy i całego wachlarza skrajnych stanów, emocji i uczuć. Ale nie o tym. Nie o tym miałam pisać.

A o tym, że macierzyństwo to, od samego początku, lekcja do odrobienia. Te maleńkie, bezbronne istoty odkrywają wszystko, co może do tej pory chcieliśmy zamieść pod dywan, pominąć. Pozwalają poznać siebie dogłębnie, na wylot. O ile damy im na to szansę. O ile zechcemy zmierzyć się z tym, co mają nam do przekazania. A mają naprawdę wiele.

Z jednej strony to doświadczenie budujące, wzmacniające samoświadomość. Z drugiej – ta lekcja, którą dostajemy każdego dnia – to całkiem pokaźny materiał do pracy nad sobą.

Chyba właśnie dlatego uważam, że okres po narodzinach dziecka to taki czas, kiedy warto odsunąć na bok ambitne plany – rozkręcania biznesu, uczenia się trzech języków, rzeźbienia brzucha. Na to wszystko przyjdzie czas.

Wierzę, że te pierwsze miesiące są dla Was. To taki czas nauki siebie nawzajem. Poznania nie tylko dziecka, ale i siebie na nowo.

I choć z natury uwielbiam planować, snuć wizje i wykreślać kolejne zrealizowane zadania z listy, zatrzymałam się. Wierzę, że dla mnie to była jedyna słuszna droga. Wcale nie było mi łatwo wyjść z mojej strefy komfortu. Ale pozwoliłam sobie na to. I pozwalam każdego dnia. Szczególnie, gdy zmęczenie bierze górę, a snu jest wciąż za mało. I gdy organizm nie daje się oszukać kolejnym kubkiem kawy.

Odrabiam więc codziennie te lekcje. Odpuszczam. Może dzięki temu macierzyństwo tak mnie cieszy. Bo nie ma w nim napięcia, które nie służy ani mamie, ani dziecku, ani rodzinie.

Zjadam więc ten lukier. Delektuję się słodyczą. I dziś mam dla Was kilka naturalnie słodkich ujęć. Bo taki to był dzień. Dzień pierwszych urodzin mojego Syna.

Z leśnym motywem, który przewijał się wszędzie.

Na pięknym torcie od Rudej.

Na dekoracjach od Pan Talerzyk.

Na liskowych skarpetkach KABAK dla całej rodziny!

Na urodzinowej kartce z Rzeczownika. I mojej ciemno zielonej sukience BELLE, która dobrze sprawdziła się też jako tło do zdjęcia :)

I na moim ulubionym bodziaku Ignasia.

Sto lat, Synu!

[Głosów:0    Średnia:0/5]

2 KOMENTARZE

  1. Z wielkim zaciekawieniem sledze Twoje wpisy, staram sie tez wcielac w zycie zawarte w nich porady. Gratuluje pomyslow na interesujace rozmowy i tematy ???? Wkrotce i my bedziemy obchodzic roczek, stad moje pytanie – czy mozesz polecic upominki, ktore sprawdzily sie w Waszym przypadku? Dodam, ze moj Maluch juz chodzi i jest mega aktywny i ciekawy swiata ☺️ Pozdrawiam cieplo

    • Dziękuję za miłe słowa! :) Wszystkiego najlepszego z okazji zbliżających się pierwszych urodzin! Najlepszym prezentem urodzinowym była tablica manipulacyjna, wykonana własnoręcznie przez Dziadka. W sieci znajdziesz mnóstwo inspiracji. Polecam też kulodrom i rowerek biegowy typu Pukylino. A poza tym… książki, książki, książki. Do znudzenia! :)

Zostaw komentarz

Dodaj swój komentarz
Podaj swoje imię